Pierwszego października obchodzimy święto św. Teresy, nauczycielki Kościoła. Gdyby ktoś twierdził, że pierwszą część jej autobiograficznych pism Dzieje duszy, opisującą dzieciństwo świętej, pożarł łapczywie w ciągu kilku godzin, nie mogłabym powstrzymać się od podejrzeń o nieszczerość. Moja własna uwaga jako czytelnika była pod presją tropów i figur gotowa na ostatnie namaszczenie już po kilku stronach. Niedawno jednak nieoczekiwanie ożywiły ją słowa skierowane do starszej siostry Teresy, Marii-Pawliny – matki Anny od Jezusa: „Moja ukochana matko, to Ciebie wybrał Jezus, aby poślubić mnie.” Ten mały dygresja w moim dzienniku czytelniczym nie jest jednak przypadkowa. Szukałam bowiem mostu, aby od przypomnienia o rozpoczętym październiku przejść do św. Teresy i jej postrzegania wdzięczności za ludzi, których Pan posłał jej do życia.
Podejście świętej do wdzięczności było jednym z kluczowych aspektów jej duchowości. Wierzyła, że wszystko, co otrzymujemy, jest darem od Boga, dlatego za wszystko Mu dziękujemy; a to nie tylko za przyjemne rzeczy, za żywe, ciepłe relacje pulsujące wzajemną serdecznością, ale także za wszystkie trudności, uczucia samotności i za ludzi, którzy w naszym sercu znajdują miejsce trudniej. W jej spojrzeniu każda osoba, nawet ta niesympatyczna, była narzędziem Bożej łaski. Narzędziem, poprzez które Pan prowadził ją do duchowego wzrostu. Do wzmocnienia wiary i miłości. A co najważniejsze; Teresa patrzyła na wszystkich oczami człowieka, który kocha w Chrystusie, i nie wahała się codziennie przekształcać miłości, która, jak pisze, nie zależy od uczuć, w czyny. Za każdym razem, gdy w społeczności miała kontakt z siostrą, o której dosłownie napisała: „ma talent, że mi się w niczym nie podoba”, modliła się za nią do Boga i ofiarowała Mu wszystkie jej cnoty. Gdy była w pokuszeniu, by być wobec niej nietaktowną, tym bardziej zachowywała się życzliwie. Owa zakonnica nabyła nawet przekonania, że jej siostra żywi do niej szczególne sympatie.
Warunkiem codziennej miłości bliźniego św. Teresy było pełne i pokorne przyjęcie nadzwyczajnych łask – głębokie poznanie Bożej miłości i własnej nikczemności. My sami jednak możemy (z Bożą pomocą) lepiej przygotować nasze serca, aby stały się otwarci na innych, a to dzięki odwadze. Odwadze kochania. Odwadze poświęcenia się. Przecież najczęstszym wezwaniem w Piśmie Świętym jest: „Nie lękajcie się.”
Na koniec pozwolę sobie sparafrazować jedno proboszczowskie kliše: chociaż nowy rok szkolny i akademicki już się rozpoczął, dobrą wiadomością jest to, że do (Teresa) szkoły miłości zostaliśmy wezwani wszyscy – jako członki jednego Ciała – niezależnie od wieku czy najniższego osiągniętego wykształcenia.
Sabina Dočekalová